Kultura okresu saskiego: upadek i odrodzenie

W czasach saskich w kulturze nadal panował sarmacki barok, który scharakteryzowaliśmy już dość szczegółowo. W początkach XVIII stulecia do ideologii politycznej sarmatyzmu doszło między innymi przekonanie o pradawnym pochodzeniu swobód narodu szlacheckiego, który od prawieków znał instytucję wolnej elekcji i zawsze cieszył się wyjątkową opieką Opatrzności. Skoro zaś mieszkańcy Europy mieli pod każdym względem górować nad ludzkością innych kontynentów, a naród szlachecki przewyższać wszystkie inne, to było rzeczą jasną, iż we własnym pojęciu szlachta była elitą elit. W tej stanowo-narodowej megalomanii utwierdzała ją również i literatura religijna, szerząca idee mesjanizmu. Polacy mieli być narodem wybranym przez Boga do obrony chrześcijaństwa i strzeżenia skarbów wiary.

Podobnie jak w polityce na neutralność, tak w kulturze szlachta stawiała na autarkizm (samowystarczalność). I to znalazło odbicie w stosunkach wyznaniowych. Z jednej bowiem strony nie tylko polska kultura religijna ulegała dalszej polonizacji, ale i obce jej doktryny (socynianizm) zostały skazane na zamilknięcie czy nawet banicję. Z drugiej zaś strony w Rzeczypospolitej nie występowały tak żywotne gdzie indziej nurty opozycji antykościelnej, jak jansenizm czy libertynizm. Pojedynczy zwolennicy tych kierunków pojawiali się jedynie w kręgach elity intelektualnej, zwłaszcza związanej z magnaterią. Ona też przede wszystkim utrzymywała kontakty z kulturą Zachodu; dominowały wpływy francuskie, znaczne również i na dworze Augusta II. O wiele mniejszą rolę odgrywały związki z kulturą niemiecką, reprezentowaną przez Saksonię. Były one zresztą obustronne, żeby wymienić tylko nazwisko Józefa Aleksandra Jabłonowskiego, założyciela i mecenasa Societas Jablonoviana w Lipsku, które to towarzystwo przetrwało zresztą do dziś. W kulturze materialnej szlachty przeważały natomiast po dawnemu wpływy Orientu. Nigdy chyba Polska nie upodobniła się tak bardzo do krajów Wschodu i nie oddaliła tak znacznie od Europy, jak wówczas gdy jej mieszkańcy uważali się za obrońców rzymskiego katolicyzmu oraz łacińsko-zachodniej cywilizacji.

Oprócz drukowanej literatury dewocyjnej i panegirycznej, upstrzonej makaronizmami, powstawały w tamtym okresie wartościowe dzieła, spisywane częstokroć w pięknej polszczyźnie. Posługiwano się nią zwłaszcza w tekstach służących bezpośredniej komunikacji (zbiory kazań) czy też spisywanych na własny użytek (diariusze podróży, pamiętniki). Większość z nich nie oglądała jednak farby drukarskiej, co bywa tłumaczone obawą przed cenzurą, odgrywającą rolę hamulca wobec niektórych traktatów politycznych. Na ówczesną barierę druku składało się także zniszczenie lub upadek wielu typografii. W tych warunkach łatwiej było przepisać dany utwór czy skorzystać z sylwy wypożyczonej uczynnie przez sąsiada niż starać się o nabycie potrzebnego egzemplarza. Podstawową lekturą szlachcica stała się – oprócz nader popularnych kalendarzy czy okolicznościowej literatury politycznej – silva rerum, księga, na którą składały się między innymi odpisy interesujących ziemianina wierszy, mów i traktatów na tematy aktualne. Jak ustalił Władysław Konopczyński, w okresie konfederacji barskiej druku doczekało się zaledwie 10 procent ówczesnej polemiki. Do przepisywania całej reszty zatrudniano najemnych kopistów (po śmierci Augusta III Sasa książę Adam Kazimierz Czartoryski utrzymywał w tym celu aż pół setki skrybów).

Tak więc kultury czasów saskich nie wolno oceniać wyłącznie na podstawie „Nowych Aten” (1745) Benedykta Chmielowskiego, stanowiących skądinąd interesującą encyklopedię wiedzy sarmackiej, czy osławionych wierszy księdza Józefa Baki, w których zresztą współcześni historycy literatury dopatrują się pewnych wartości artystycznych i poznawczych. Schyłek sarmackiego baroku zrodził bowiem nie tylko ostrą krytykę wszystkich stanów społecznych, zawartą między innymi w satyrze „Małpa-człowiek”, ale i wiele interesujących pamiętników (Marcin Matuszewicz, Jan Duklan Ochocki, Jędrzej Kitowicz), wydanych dopiero w XIX wieku. Zaginęły natomiast teksty utworów teatralnych, grywanych na warszawskim dworze Augusta II czy po teatrach magnackich, których w czasach saskich istniał przynajmniej tuzin. Jedynie skąpe programy teatralne pozostały po sztukach wystawianych na deskach teatrów jezuickich, z którymi później i w tej dziedzinie zaczęli konkurować pijarzy i teatyni.

Na dworach magnackich (oraz królewskim) rozwijała się muzyka świecka; istniały kapele, wystawiano opery i balety. Po przerwach, jakie spowodowały działania i zniszczenia wojenne, w dalszym ciągu wznoszono fundacje kościelne i klasztorne oraz liczne rezydencje magnackie. Jedną z najokazalszych był Wersal Podlaski, jak nazywano białostocki pałac hetmana Jana Klemensa Branickiego. W Warszawie z inicjatywy Augusta II powstało interesujące założenie architektoniczne, zwane Osią Saską, którą utworzył pałac wraz z Ogrodem Saskim, ozdobionym rzeźbami, altanami i pawilonami. Na styl zwłaszcza budownictwa pałacowego coraz większy wpływ wywierało rokoko austriacko-czeskie i francusko-drezdeńskie. Miejscowe gusta odcisnęły się natomiast w dekoracji wnętrz; dochodziły tam do głosu dawne upodobania orientalne, znakomicie harmonizujące z przybyłą z… Zachodu modą na chińszczyznę. Wpływy rodzime oddziaływały też nadal na budownictwo drewniane, zarówno świeckie (polski typ dworku szlacheckiego), jak i na kościelne.

Tak więc „małej stabilizacji” czasów saskich towarzyszyło ożywienie życia kulturalnego, które na terenie Prus Książęcych zbiegło się z początkiem prądów oświeceniowych. Podobnie jak dwieście lat temu reformacja, tak obecnie oświecenie pojawiło się najpierw w środowisku niemieckiego mieszczaństwa. Nowe idee były propagowane przez czasopisma, które wydawano między innymi w Toruniu i Warszawie (tu za sprawą przybyłego z Saksonii Mitzlera de Kolof). Przejmując z francuskiego pierwowzoru wiarę w potęgę ludzkiego rozumu, tuszowano jednak akcenty antyreligijne, związane z postawą racjonalistyczną. Z kolei celem oświeceniowej reformy państwa była budowa rządnej i silnej Rzeczypospolitej, nie zaś stworzenie nad Wisłą jakiejś polskiej wersji monarchii absolutnej. Nie mogąc zbytnio liczyć na ostatniego z Sasów, stawiano na wykształcenie nowej elity szlacheckiej, która zrealizowałaby hasła naprawy, zawarte w „Głosie wolnym”, w „Liście ziemianina” Stanisława Poniatowskiego (1744), w „Anatomii Rzeczypospolitej” (1751) Stefana Garczyńskiego, a zwłaszcza w rozprawie Stanisława Konarskiego „O skutecznym rad sposobie” (1760-1763). On pierwszy uzależnił reformę polskiego parlamentaryzmu od likwidacji liberum veto; postulował też powołanie stałego rządu w postaci rady rezydentów szlacheckich i senatorskich przy królu.

Konarskiemu nieprzypadkowo zawdzięczamy założenie w Warszawie Collegium Nobilium (1740), szlacheckiej szkoły średniej, mającej kształcić nowych obywateli, dla których interes państwa, a nie władnej warstwy społecznej, stanowiłby wartość nadrzędną. leszcze większe od dość elitarnego kolegium znaczenie miała reforma sieci szkół pijarskich, przeprowadzona przez Konarskiego w latach pięćdziesiątych XVIII stulecia. Tym bardziej że w ślad za pijarami poszli niebawem jezuici, wprowadzając nowy program, uczący młodzież krytycznego spojrzenia na rzeczywistość szlacheckiego państwa. Wielu synów szlacheckich przeszło też przez Korpus Kadetów w Dreźnie, stanowiący dobrą szkołę sztuki wojennej i subordynacji. Istotne novum wśród fundacji magnackich stanowiła założona w 1747 roku w Warszawie przez braci Andrzeja Stanisława i Józefa Andrzeja Załuskich biblioteka, otwarta dla szerszej publiczności, a więc pierwsza tego typu w Polsce. Ze swym zasobem 300 000 książek i 10 000 rękopisów należała do największych w ówczesnej Europie.

Po latach atrofii państwa przyszło wreszcie zrozumienie dla jego znaczenia, zainteresowanie jego przyszłością oraz ustrojem. Powodowani tą właśnie myślą bracia Załuscy (wraz z Konarskim) wystąpili z inicjatywą wydania zbioru konstytucji sejmowych („Volumina legum”). Zrealizowany w latach 1732-1739, objął akty ustawodawcze do roku 1736. Z kolei Maciej Dogiel rozpoczął edycję polskich traktatów międzynarodowych, a Gotfryd Lengnich przedstawi! w kilku obszernych tomach dzieje związku Prus Królewskich z Rzeczpospolitą.

Wszystkie te inicjatywy przyczyniły się do budzenia społeczeństwa z politycznego „letargu” czasów saskich. Powoli dojrzewało nowe pokolenie, w którym projekty reform ustrojowych mogły liczyć na przyjazny oddźwięk. Do niego też odwoływało się stronnictwo Czartoryskich i Poniatowskich.

Podziel się z kolegami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *