Czasy saskie i początki Oświecenia w Polsce (1 696-1764)

Okres panowania na tronie polskim Sasów był przez późniejsze pokolenia historyków oceniany nader krytycznie. Początek dały tu już historiografia oraz publicystyka doby oświecenia; w XIX i XX wieku „letarg” czasów saskich obarczano winą za rozbiory i zniknięcie Rzeczypospolitej z politycznej mapy Europy. Anatemę rozciągano także na władców, którym bywał przeciwstawiany rozumny i szlachetny, lecz nieszczęśliwy, Stanisław Leszczyński. Wszystkie te opinie historiografia polska poddała w ostatnich latach częściowej rewizji.

Wykazano, iż unia przyczyniła się również do gospodarczego i kulturalnego rozwoju obu krajów: sascy rzemieślnicy, górnicy oraz manufakturzyści „współdziałali przy odbudowie i rozbudowie zniszczonego wojnami polskiego rzemiosła i przemysłu” (Józef Gierowski). Sascy intelektualiści wnieśli również wkład do odrodzenia kulturalnego Rzeczypospolitej (wczesne oświecenie). Podobnie i „letarg polityczny”, w jakim szlacheccy obywatele trwali przez niemal dwie generacje, trudno przypisać wyłącznie demoralizującym wpływom obcych dynastów. August II starał się przecież o zmianę ustroju swego drugiego państwa w duchu wzmocnienia władzy monarszej, natomiast rodzimy elekt (Stanisław Leszczyński) nie wykazał potrzebnej dojrzałości politycznej, a jego uległość wobec szwedzkiej protekcji nie była wcale mniejsza od tej, jaką Sasowie wykazywali w stosunku do Petersburga. Z tą na ich korzyść różnicą, iż Drezno od czasu do czasu starało się uwolnić od narzuconego sobie protektoratu, gdy tymczasem Leszczyńskiemu nie przychodziło to do głowy w stosunku do Sztokholmu.

Równocześnie jednak traktowanie przez kolejną (bo podobnie postępowali przecież i Wazowie) dynastię Polski jako potencjalnego obiektu politycznych przetargów, jako kraju, który ma posłużyć do wzmocnienia innego państwa, kładło się ponurym cieniem na planowane przez Augusta II reformy. Przeprowadzenie ich z jego inicjatywy groziło „saksonizacją” Rzeczypospolitej, a więc jej przebudową w kierunku pro* absolutystycznym, tak nienawistnym szlachcie. Z kolei na drodze do samorzutnej, oddolnej reformy ustroju stała petryfikacja istniejących struktur myślowych, opartych na bezkrytycznej aprobacie „złotej wolności”, (ej gwarantami (i cichymi protektorami) stali się najbliżsi sąsiedzi. Praktyczne wycofanie się Turcji i Szwecji z tej części Europy, w której leżało państwo polsko-litewskie, zdawało je na łaskę i niełaskę Rosji, Prus i Austrii, dalsze losy Rzeczypospolitej uzależniając od stosunków pomiędzy Petersburgiem, Wiedniem i Berlinem. Stąd też z wieku XVIII pozostało wiele traktatów międzynarodowych, dotyczących spraw polskich, na których to dokumentach próżno byśmy szukali podpisów naszych dyplomatów. O skuteczności działania na szkodę Rzeczypospolitej stanowiło nie tyle pruskie czy moskiewskie złoto, bo któż wtedy w całej Europie nie brał łapówek, ale sam system funkcjonowania polskiego parlamentu, w którym jeden przekupiony poseł mógł storpedować przeprowadzenie niezbędnych reform, jak to miało miejsce na sejmie 1744 roku.

Równocześnie aukcja wojska Rzeczypospolitej była w pewnym okresie na rękę „opiekuńczym mocarstwom”, które potrzebowały jej pomocy w wojnie z Turcją czy Szwecją. Szlachta wolała jednak korzystać z owoców długoletniego pokoju, jaki zapanował w Polsce co najmniej od lat trzydziestych XVIII stulecia, i raczej cierpieć niewygody związane z przemarszem i kwaterowaniem obcych wojsk niż dać się wciągnąć do kolejnego konfliktu, a tym bardziej przystać na rozbudowę armii, wiążącą się z koniecznością płacenia większych podatków. Dzięki temu, że przez długi czas ich nie pobierano, że dobra szlacheckie były wolne od obowiązku dawania rekrutów, a ich właściciele od udziału w pospolitym ruszeniu, że obywatelom nie dokuczała wszechpotężna, jak u sąsiadów, administracja – mile wspominali oni później czasy saskie.

Zwłaszcza pod berłem Augusta III nastąpiło obumarcie wielu funkcji państwa, a władza centralna utraciła kontrolę nad całością terytorium. Co najmniej od lat czterdziestych XVIII wieku co światlejsi przedstawiciele elity szlacheckiej zaczynali rozumieć, do czego może doprowadzić ta przedłużająca się atrofia politycznej struktury Rzeczypospolitej, kontrastująca z dalszym umacnianiem się państw sąsiednich. Stąd się brały projekty reform, którym starała się przeszkodzić konfederacja barska. To pierwsze powstanie narodowe, a zarazem jakże konserwatywna konfederacja szlachecka, przyczyniło się poważnie do tragicznych wydarzeń 1772 roku. Trudno odmówić konfederatom patriotyzmu, nie sposób przyznać im dojrzałości politycznej, skoro hasłom reform przeciwstawiali Polskę sarmackiego anachronizmu. I gdyby pierwszy rozbiór był zarazem całkowity i ostatni, upadek Rzeczypospolitej musielibyśmy uznać za niemal wyłączną winę jej szlacheckich obywateli. Natomiast w 1792 roku (i w trakcie powstania Kościuszki) bronili oni już dzieła Sejmu Czteroletniego i uchwal Konstytucji 3 maja, a nie anachronicznych struktur ustrojowych.

Podziel się z kolegami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *