Stosunki polsko-tureckie w pierwszej ćwierci XVII wieku


W pierwszej ćwierci XVII wieku sytuacja na południowo-wschodniej granicy Polski gwałtownie się pogorszyła. W ubiegłym stuleciu (jak już wspomniano) jedną z naczelnych zasad polskiej polityki zagranicznej było unikanie za wszelką cenę zbrojnego konfliktu z Wysoką Portą. Pomimo więc że wyprawy czambułów tatarskich na Polskę stwarzały nieustannie sytuacje konfliktowe, to jednak do wojny ostatecznie nic doszło. Innym źródłem zatargów była ciągła ingerencja polska w wewnętrzne sprawy księstw naddunajskich (Mołdawii i Wołoszczyzny), które stanowiły lenno tureckie.

Dalszy rozwój stosunków polsko-tureckich zależał od dwóch zasadniczych czynników: wzmagającej się ekspansji terytorialnej Wysokiej Porty, która zbliżała się niebezpiecznie do granic Rzeczypospolitej, oraz nieustannych wypraw czajek kozackich na posiadłości Turków. Kozacy, rekrutujący się przeważnie z ludności ruskiej, wywodzili się zarówno z chłopów pańszczyźnianych, szukających w zbiegostwie ucieczki przed uciskiem ze strony szlachty, jak i z biedoty miejskiej, widzącej w osiedleniu się na Ukrainie perspektywę poprawy własnego losu. W ten sposób następowała kolonizacja południowo-wschodniej części tej ziemi; wśród zbiegłych na tak zwane Dzikie Pola nie brakło zresztą i pospolitych przestępców oraz różnego typu awanturników, ściganych wyrokami sądowymi.

Kozacy byli zorganizowani na sposób wojskowy i mieli własną starszyznę; ich główna siedziba mieściła się w Siczy (obozie wojskowym na wyspie Chortyca za porohami Dniepru), stąd też Kozaków nazywano również Zaporożcami. Już Zygmunt August oraz Stefan Batory starali się ich wykorzystać do obrony południowych kresów Rzeczypospolitej. Część Kozaków pozostawała oficjalnie na służbie wojskowej państwa; stanowili oni formacje zwane „kozakami rejestrowymi”. Ich łupieżcze wyprawy na posiadłości tureckie, położone nad Morzem Czarnym, wywoływały rosnący gniew Wysokiej Porty, która zaczęła coraz częściej głosić, że musi ich sama ukarać, skoro Rzeczpospolita nie potrafi tego uczynić.

Oliwy do ognia dolały jeszcze wydarzenia lat 1618-1619; choć bowiem Polska nie wzięła bezpośredniego udziału w wojnie trzydziestoletniej (1618-1648), to jednak – przynajmniej w pierwszym jej okresie – zbliżyła się niedwuznacznie do bloku katolickiego. Oprócz, rzecz jasna, papiestwa i działającej w Niemczech Ligi Katolickiej reprezentowali go Habsburgowie. Po wybuchu w Czechach powstania przeciwko nim Zygmunt III Waza posiał tej dynastii z pomocą słynnych lisowczyków, oddziały utworzone przez Aleksandra Lisowskiego (stąd nazwa), które wsławiły się męstwem, ale i okrucieństwem w walkach z Moskwą. W podobny sposób poczynali sobie lisowczycy, kiedy ruszyli na odsiecz Habsburgom; protestancka ludność Śląska |w znacznej mierze polska) długo pamiętała ich gwałty i grabieże. Na Słowacczyźnie zadali ciężkie straty powstańcom węgierskim, zmuszając ich wodza, księcia Bethlena Gabora, aby przerwał oblężenie Wiednia i zawarł tymczasowy rozejm. Ponieważ jednak Bethlen był wasalem Turcji, pomoc udzielona jego przeciwnikom nie mogła się nie odbić na stosunkach polsko-osmańskich. Do tego doszło jeszcze złupienie Warny przez Kozaków. W odpowiedzi Turcja, gdzie właśnie wstąpił na tron ambitny Osman II, zerwała „wieczysty pokój” z Rzeczpospolitą, wysyłając swe wojska na jej terytorium.

Słaba armia polska, wspomagana przez Kozaków, a dowodzona przez przeszło siedemdziesięcioletniego hetmana Stanisława Żółkiewskiego, poniosła dotkliwą klęskę pod Cecorą (wrzesień 1620 roku); sędziwy dowódca poległ w trakcie odwrotu. Rzeczpospolita musiała się przygotować na odparcie groźnej inwazji; na pomoc wezwano dalsze oddziały kozackie. Obroną obozu polskiego pod Chocimiem kierował początkowo Jan Karol Chodkiewicz, po jego śmierci zaś Stanisław Lubomirski. Tym razem stronie tureckiej nie poszło tak łatwo; po bezskutecznych szturmach Wysoka Porta okazała się skłonna do kompromisu. W październiku 1621 roku podpisano pokój, który przywracał granicę z czasów jagiellońskich (na Dniestrze), pozostawiając jednak sam Chocim w rękach tureckich. Obie strony zobowiązały się powstrzymać swoich sojuszników od najazdu na terytoria wroga. W praktyce nie położyło to kresu zagonom tatarskim w Polsce ani też wyprawom czółen kozackich na Morze Czarne.

Wojny prowadzone przez Rzeczpospolitą na południu, zwłaszcza zaś interwencja w sprawy Czech i Siedmiogrodu, niebezpiecznie osłabiły pozycję Polski na północy. Wykorzystała to Szwecja, by zaatakować Rzeczpospolitą. W toku działań wojennych Polska straciła (w latach 1617-1622) dużą część Inflant. Ośmielona odniesionymi sukcesami Szwecja dokonała z kolei najazdu na Prusy Książęce (1626). Następnie przez Warmię wojska szwedzkie pomaszerowały ku Prusom Królewskim, okupując między innymi ujście Wisły o kapitalnym znaczeniu dla polskiego handlu zagranicznego. W ten sposób Szwecja chciała sobie stworzyć bazę, skąd mogłaby posiłkować ataki przeciwko katolickim księstwom Rzeszy oraz Habsburgom.

Walki na Pomorzu trwały trzy lata (1626-1629); toczono je ze zmiennym dla obu stron szczęściem. Flota Szwedów zablokowała na trzy lata dojazd do Gdańska, co pozwoliło im pobierać cło od wpływających tam okrętów. Polacy natomiast odnieśli zwycięstwo w morskiej batalii pod Oliwą (1627) oraz na lądzie pod Trzcianą (1629), gdzie o mało nic wzięto do niewoli samego Gustawa Adolfa. Szwedzi wygrali z kolei bitwę pod Górznem (1629). Pod naciskiem dyplomatycznym państw wrogich Habsburgom (Francji, Holandii, Brandenburgii, Anglii) doszło do zawarcia rozejmu w Altmarku (wrzesień 1629 roku), niezwykle korzystnego dla Szwecji. Zatrzymywała ona bowiem porty pruskie (z wyjątkiem Pucka, Gdańska i Królewca) oraz tereny Inflant na północ od Dźwiny. Równocześnie Szwedzi uzyskali prawo do pobierania ceł z handlu polskiego, który szedł głównie przez Wisłę. Rzeczpospolita była jednak zmuszona do podpisania rozejmu, ponieważ szlachta nie chciała udzielić królowi dalszego poparcia (finansowego i militarnego) w celu prowadzenia wojny, choć szło w niej już nie o interesy dynastyczne Wazów, lecz o obronę żywotnych interesów’ Polski nad Bałtykiem, i to nic tylko politycznych. Chodziło tu również o korzyści gospodarcze, związane z eksportem tą właśnie drogą zboża polskiego na Zachód.

Podziel się z kolegami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *