Problem kozacki w Rzeczypospolitej


W pierwszej połowie XVII wieku Zaporożcy (Kozacy), osiedleni na południowo- -wschodnich kiesach Rzeczypospolitej, stawali się stopniowo poważną siłą militarną, zdolną zagrozić nie tylko posiadłościom tureckim czy tatarskim. Naturalnych obrońców swoich praw i przywilejów widział w nich bowiem kościół prawosławny, szukający u Kozaków wsparcia w walce ze zwolennikami unii, oraz chłopi osiedlający się na Ukrainie w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Pogarszanie się warunków życia chłopskiego w innych regionach Rzeczypospolitej sprawiało, że coraz więcej osadników szukało na wschodzie państwa schronienia przed pańszczyzną i dotkliwymi świadczeniami w naturze.

Posiadacze wielkich latyfundiów, chcąc zachęcić do kolonizacji tych terenów, początkowo udzielali nowo przybyłym rozlicznych ulg, zwalniając ich na pewien okres z czynszów i robocizny. Po jego upływie (lub nawet wcześniej) zaczynano żądać uiszczania wszystkich tych świadczeń. Podobne traktowanie wywoływało groźny ferment społeczny wśród mieszkańców nie tylko wsi, ale i małych miasteczek, których ludność, poświęcająca się w dużym stopniu zajęciom rolniczym, również odczuwała dotkliwie wzrastający ucisk feudalny.

Niezadowolenie panowało także wśród Zaporożców; chciano bowiem ograniczyć liczbę kozaków rejestrowych, a więc pozostających na żołdzie państwa i obdarzonych przywilejami. W 1625 roku określano ich na 6000 osób, podczas gdy ogólna liczba Kozaków wynosiła już wtedy 30 000 do 40 000. Pozostałych władze polskie, inspirowane przez magnaterię kresową, pragnęły zepchnąć do poziomu chłopów pańszczyźnianych, przekazując z powrotem pod władzę szlachty. Stało się to przyczyną licznych wystąpień antyfeudalnych, w trakcie których cenieni powszechnie za waleczność Kozacy mogli zawsze liczyć na współdziałanie miejscowej ludności, widzącej w nich obrońców wspólnych interesów społecznych i wyznaniowych.

Wartości bojowe Zaporożców cenił również wysoko sam Władysław IV który mógł się o nich przekonać jeszcze w trakcie walk z Moskwą czy Turcją (udział w bitwie pod Chocimiem). Mimo to w roku 1632 daremnie domagali się oni przyznania im prawa udziału w elekcji. Ustępstwa wobec prawosławia (między innymi uznanie de iure istnienia hierarchii duchownej tego Kościoła w Polsce) przyczyniły się jednak do rozładowania napięcia wśród wyznających tę wiarę Kozaków. Wzrosło ono natomiast w roku 1635, kiedy to sejm ponownie uchwalił obniżenie liczby kozaków rejestrowych (z 8000 u schyłku panowania Zygmunta III Wazy do 7000). Rozpoczęto również budowę twierdzy (w dolnym biegu Dniepru) w celu zapobieżenia wyprawom Kozaków na wybrzeża tureckie (poprzez Morze Czarne). W tej sytuacji doszło do zbrojnego wystąpienia Zaporożców przeciwko Rzeczypospolitej; zburzyli oni bez większych trudności słabo jeszcze ufortyfikowany Kudak. W bitwie pod Kumejkami (grudzień 1637 roku) zostali jednak rozgromieni przez mniej liczne, ale daleko lepiej wyszkolone oddziały polskie. Powstanie z lat 1637-1638 zakończyło się więc klęską Zaporożców; Kudak odbudowano, a sejm warszawski 1638 roku ustalił rejestr kozacki na 6000 żołnierzy, pozbawiając zresztą tę grupę wielu dawnych przywilejów. Na Ukrainie zapanowało dziesięć lat „złotego pokoju” (1638-1648), podczas których szlachta i magnateria, triumfujące z powodu „zagnania chłopstwa do jam” (jak to wówczas określano), mogły je już wyzyskiwać bez jakichkolwiek ograniczeń. Pacyfikacja Ukrainy była jednak pozorna; nie tylko Kozacy, ale i większość tamtejszej ludności czekała na moment, kiedy będzie można wziąć odwet za długo znoszony ucisk.

Zerwanie pokoju na Ukrainie przyspieszyły śmiałe plany podjęcia wielkiej wojny z Turkami. Wiedząc, że szlachta nie pali się bynajmniej do ryzykownych operacji militarnych, Władysław IV Waza w tajemnicy przed izbą poselską rozpoczął po roku 1644 przygotowania wojskowe. Ambitnemu monarsze marzyło się nic tylko przegnanie z Krymu Tatarów, którzy niepokoili Rzeczpospolitą najazdami, ale i wyzwolenie Bałkanów spod jarzma tureckiego, a nawet zatknięcie flagi polskiej nad Bosforem. Tak szeroko zarysowany pian nie mógł być oczywiście zrealizowany bez współdziałania Kozaków, którym polecił w tajemnicy przygotowywanie się do wojny z Turcją. Na Ukrainie w schyłku lat czterdziestych XVII wieku zaczęły krążyć wieści o ogromnych przywilejach, przyznanych w związku z tym Zaporożcom (w grę morfo wchodzić między innymi znaczne powiększenie rejestru), a utrzymywanych na razie w tajemnicy. Nic więc dziwnego, że kiedy pogłoski te nie znalazły potwierdzenia, Kozacy doszli do przekonania, po części zresztą uzasadnionego, iż padli ofiarą intryg magnatów kresowych, wrogich wszelkim ustępstwom wobec mieszkańców’ Ukrainy, zwłaszcza zaś Zaporożców.

Powstanie Chmielnickiego


Fiasko planów wojny tureckiej miało jednak w rzeczywistości o wiele szerszy aspekt. Inicjatywę królewską storpedowali istotnie posłowie szlacheccy (wraz z większością senatu) na burzliwych sejmach lat 1646 i 1647. Widzieli oni bowiem cale ryzyko związane ze sprowokowaniem groźniej potęgi otomańskiej, wobec której odczuwali wielki respekt; perspektywa uzyskania posiłków kozackich budziła zaś wśród szlachty i magnaterii raczej przerażenie niż optymizm. Mogłyby się one bowiem stać w rękach Władysława IV Wazy orężem w walce o wzmocnienie władzy monarszej. Jedyne korzyści z takiej wyprawy odniósłby więc – zdaniem posłów – król, który istotnie w pokonaniu Turcji dostrzegał szansę wzmocnienia pozycji tronu. Rozmiłowanej w pokoju szlachcie projektowana wojna stwarzała zaś tylko perspektywę ofiar pieniądza i krwi, ponoszonych w imię nienawistnych jej celów. Również i zagranica nie udzieliła spodziewanej pomocy Władysławowi IV; pozostawała tylko nadzieja, że uda się sprowokować Tatarów do najazdu na Rzeczpospolitą, co mogłoby spowodować wybuch wojny polsko-tureckiej. W tym celu Jeremi Wiśniowiecki, działając zapewne w porozumieniu z królem, wyruszył jesienią 1647 roku (na czele dwudziestotysięcznego wojska) na Dzikie Pola.

Dość rychło okazało się, że Wiśniowiecki będzie musiał przede wszystkim toczyć boje z Kozakami. Zawiedzeni w swych nadziejach, postanowili oni wywalczyć orężnie to, czego im odmawiano na drodze pertraktacji. Na czele Zaporożców stanął Bohdan Zenobi Chmielnicki, człowiek niezwykle uzdolniony i ambitny, o odpowiednim przygotowaniu dyplomatycznym i wojskowym. Krzywdy Kozaków i chłopów ukraińskich splatały się z jego osobistymi; podstarości Aleksandra Koniecpolskiego, Daniel Czapliński, odebrał mu bowiem ukochaną kobietę, rodzimy chutor (w Subotowie koło Czehrynia) i skatował syna. Dochodzenie sprawiedliwości na drodze prawnej okazało się daremne. W tej sytuacji Chmielnicki zawarł sojusz z Tatarami krymskimi i opuściwszy na wiosnę 1648 roku Sicz zaporską, zaczął się posuwać na północ Ukrainy. Prowadził zaś ze sobą nie tylko wojska kozackie, ale i posiłkującą je ordę tatarską, z Tuhaj-bejem na czele. Pokonanie już w maju armii polskiej nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem przekonało ludność Ukrainy, iż nadszedł czas długo oczekiwanego odwetu. Na wieść o odniesionych zwycięstwach do obozu Chmielnickiego zaczęli spieszyć nie tylko chłopi i ludność miejska oraz starszyzna kozacka, lecz również kler prawosławny oraz liczni przedstawiciele drobnej i średniej szlachty ruskiej. W tym samym czasie (maj 1648 roku) zmarł król, cieszący się znacznym autorytetem moralnym wśród Kozaków. Władca, marzący o zapewnieniu Polsce pierwszego miejsca wśród mocarstw europejskich, pozostawił ją w sytuacji wyjątkowo tragicznej.

Wojna o Ukrainę


Sukcesy Kozaków w pierwszych miesiącach powstania wywołały dwojaką reakcję kół rządzących szlachecką Rzecząpospolitą. Magnaci kresowi, tacy jak Jeremi Wiśniowiecki czy Aleksander Koniecpolski, byli za utopieniem buntu we krwi, bez wchodzenia w jakiekolwiek pertraktacje z powstańcami. Natomiast partia umiarkowana, którą reprezentowali kanclerz Jerzy Ossoliński i wojewoda bracławski Adam Kisiel, wypowiadała się za skłonieniem Kozaków, za cenę stosunkowo niewielkich ustępstw ze strony polskiej, do zerwania sojuszu z Tatarami i pojednania się z Rzecząpospolitą.

Haniebna klęska pod Piławcami (wrzesień 1648 roku), gdzie armia regularna i chorągwie magnackie po krótkim starciu uciekły z pola bitwy wraz ze swoim dowództwem, wydawała się potwierdzać opinię tej grupy polityków, która nie wierzyła w militarne rozstrzygnięcie konfliktu. Za swój sukces mogła ona również uznać obiór na tron polski jednego z braci Władysława IV, Jana Kazimierza Wazę (listopad 1648 roku), który poślubił królową Ludwikę Marię, wdowę po zmarłym władcy. Chmielnicki, choć ustosunkował się przychylnie do tej elekcji, odmówił stanowczo poczynienia jakichkolwiek ustępstw. Dążył bowiem do wyzwolenia całej Ukrainy, nie chcąc kontentować się propozycjami strony polskiej. Ta zaś obiecywała zwiększenie liczby kozaków rejestrowych, a samemu Chmielnickiemu przyznanie władzy hetmańskiej na Ukrainie. Ostatecznie jednak musiał przystać na te warunki podpisując tak zwaną ugodę Zborowską (sierpień 1649 roku); z jednej bowiem strony ataki armii kozacko-tatarskiej na osaczone w Zbarażu wojska polskie zakończyły się całkowitym niepowodzeniem na skutek bohaterskiego oporu oblężonych, z drugiej zaś Janowi Kazimierzowi udało się zawrzeć porozumienie z chanem tatarskim Islamem Girejem, a ten nie życzył sobie powstania niepodległego państwa ukraińskiego.

Ugoda Zborowska, która ustaliła liczbę kozaków rejestrowych na 40 000, poddając pozostałych (nie mówiąc już o chłopstwie) władzy panów, nie mogła zapewnić trwałego pokoju. Zarówno strona kozacka, jak i polska, gdzie po śmierci Ossolińskiego (1651) wzięli górę stronnicy Jaremy, uważała ugodę za tymczasową. Nic więc dziwnego, iż doszło do wznowienia działań wojennych; obie strony przygotowywały się do tego wyjątkowo starannie. Chmielnicki pomyślał nawet o wznieceniu dywersji na tyłach przeciwnika. W tym też celu rozsyłał po Polsce swych emisariuszy, którzy podburzali chłopów do powstania przeciwko szlachcie. Przyszło im działać w wyjątkowo sprzyjających warunkach, ponieważ fermem społeczny, występujący od dawna na wsi polskiej, wzmógł się na wieść o sukcesach powstania kozackiego. W 1651 roku wysłannicy Chmielnickiego (Piotr Grzybowski i Wojciech Kołakowski) rozpoczęli w okolicach Kalisza prowadzenie agitacji wśród chłopów. Obaj emisariusze zostali jednak pojmani i straceni; do żadnych poważniejszych wystąpień na terenie Wielkopolski nie doszło.

Nieco poważniej wyglądała sprawa na Podhalu, gdzie Aleksander Kostka Napierski za pomocą sfałszowanych „listów przypowiednich” (wydanych rzekomo przez króla) gromadził górali przeciwko szlachcie. Osaczony w Czorsztynie, który po krótkim szturmie zdobyły wojska biskupie (czerwiec 1651 roku), zapłacił – wraz z innymi przywódcami buntu – życiem za nieudaną próbę dywersji. Kostka działał najprawdopodobniej w porozumieniu z władcą Siedmiogrodu, Jerzym II Rakoczym. Zajęcie Czorsztyna, leżącego na drodze do tego księstwa, miało stanowić wstępny etap wspólnej akcji wojskowej ukraińsko-siedmiogrodzkiej, której celem było stworzenie drugiego frontu na tyłach zagrożonej od wschodu Rzeczypospolitej szlacheckiej. Prawdziwe pochodzenie Napierskiego pozostaje nadal zagadką dla historyków (podawał się za naturalnego syna Władysława IV); był on bez wątpienia kondotierem szukającym szczęścia w służbie obcych mocarstw (między innymi ofiarowywał swe usługi królowej Krystynie szwedzkiej). Antyfeudalną walkę górali podhalańskich pragnął wykorzystać do realizacji własnych ambitnych celów. Daremnie oczekiwał jednak w Czorsztynie na nadejście wojsk siedmiogrodzkich; losy kierowanego przezeń powstania rozstrzygnęły się „na polu beresteckim, a może nawet wcześniej, kiedy pękła nić porozumienia ukraińsko-siedmiogrodzkiego” (Adam Kersten).

W trzydniowej bitwie pod Beresteczkiem (28-30 czerwca 1651 roku) wojskom polskim, dowodzonym osobiście przez Jana Kazimierza, udało się odnieść zdecydowane zwycięstwo nad połączonymi siłami tatarsko-kozackimi. Wyższość bojowa oddziałów polskich oraz opuszczenie pola bitwy przez Tatarów, którzy uprowadzili ze sobą Chmielnickiego, spowodowały jego klęskę. Walki polsko-kozackie zostały tylko na krótki czas przerwane układem w Białej Cerkwi (wrzesień 1651 roku), ograniczającym między innymi liczbę kozaków rejestrowych do 20 000. Zerwała go krwawa bitwa pod Batohem (2-3 czerwca 1652 roku); dwulicowe i chwiejne stanowisko tatarskich sojuszników nie pozwalało jednak Chmielnickiemu na uzyskanie decydujących rozstrzygnięć. Wszystko to zmuszało go do rozejrzenia się za innym sprzymierzeńcem.

Hetman kozacki od dłuższego czasu poszukiwał zbliżenia z Rosją; ukoronował je układ rosyjsko-kozacki, zawarty w styczniu 1654 roku w Perejasławiu. Car Aleksy Michajłowicz, żądny rewanżu za straty terytorialne poniesione w trakcie poprzednich wojen z Polską, ujrzał w tym układzie sposobność do wyrównania dawnych rachunków; już w październiku poprzedniego roku sobór ziemski w Moskwie powziął uchwalę o przyłączeniu Ukrainy do Rosji. Ludność ukraińska (z wyjątkiem części starszyzny kozackiej, niektórych przedstawicieli szlachty oraz grupy wyższego duchowieństwa) wyraziła aprobatę dla tego aktu. Widziała ona bowiem w Rosji państwo bliskie jej religią i językiem. Układ perejasławski nie dawał Ukrainie niepodległości ani też nie przynosił jej zjednoczenia; wręcz przeciwnie, utrwalał podział tych ziem pomiędzy Rzeczpospolitą a Rosję. Zabezpieczał on jednak państewko Chmielnickiego przed atakami ze strony polskiej oraz agresją Wysokiej Porty, która pragnęła na te ziemie rozciągnąć swój protektorat. Perejasław odwrócił całkowicie dotychczasowy układ sojuszów politycznych: przyłączenie części Ukrainy do Rosji dało początek długotrwałej wojnie polsko-rosyjskiej. Tatarzy, będący dotychczas sprzymierzeńcami Kozaków, okazali się teraz sojusznikami Rzeczypospolitej, gotowymi do wspólnego odpierania ataków kozacko-rosyjskich.

Latem 1654 roku armia carska wkroczyła w granice Rzeczypospolitej, zajmując obszary Białorusi i Litwy (wraz z Wilnem) oraz pozostałej przy Polsce części Ukrainy. Wojska rosyjskie doszły aż pod Lwów; na jesieni 1655 roku armia kozacka zajęła Lublin i osiągnęła linię Wisły (w rejonie Kazimierza oraz Puław).

Dzięki pomocy tatarskiej udało się stawić czoło agresorom, zmuszając wojska kozacko-rosyjskie do odwrotu, a Chmielnicki, osaczony w obozie pod Jezierną, uznał nawet formalnie zwierzchnictwo Jana Kazimierza. Głównym jednak czynnikiem, który skłonił Rosję do wycofania się z konfliktu i pójścia na ustępstwa, był najazd szwedzki na Polskę, rozpoczęty w połowie 1655 roku. Nie chcąc wzmocnienia potęgi Szwecji, w listopadzie następnego roku Rosja podpisała rozejm z Polską; jedna z klauzul tego układu przewidywała nawet podjęcie wspólnej walki przeciwko Szwedom.

Podziel się z kolegami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *